Moje mieszki... cz. I



Sinar F1
aparat mieszkowy
format negatywu do 4x5 cala
obiekty: Nikkor 105 mm


Swoje fotografowanie zacząłem od aparatu cyfrowego, jak większość obecnie, pstrykając miliony nikomu niepotrzebnych zdjęć, mniej lub bardziej udanych. Ilość tego materiału była tak ogromna, że nie udawało się tego obrobić, poopisywać, poukładać. Jedynym plusem tego czasu była sposobność przetestowania (poużywania) różnych rodzai optyki, różnych aparatów.
Miałem w rękach zarówno aparaty cyfrowe pełnoklatkowe (Canon 5D MKI i MKII) jak i aparaty z małymi matrycami 40d 50d. Optykę dobierałem w zależności od potrzeb, od szerokich, ciemnych szkieł (Sigma 10-20), poprzez teleobiektywy 70-200 (f:4,0 i 2,8), po superjasne L-ki (50 F:1,4, 35 F:1,4). Ostatecznie przypiąłem do mojego Canona 40d Samayanga 85 F:1,4, i od tamtej pory praktycznie go nie zdejmuje.
W między czasie udał mi się parę sesji zrobić cyfrowych. Były zarówno śluby, portrety, strobing, zrobiłem parę komercyjnych zdjęć, które się sprzedały....
... i można by tak dalej.. ładnie, kolorowo, dopieszczać w fotoszopie....
zupełnym przypadkiem, dostałem do rąk własnych bardzo stary mieszek.



Stary aparat mieszkowy
Firmy ZECA z Drezna
Lata ok. 1930-35
format negatywu 6x9 cm
ładunki w pojedynczych kasetach
lub rollkasey na film 120
obiektyw: 105 mm tessar
Kupiłem wtedy paczkę kliszek Adoxa w formacie 6x9 i zacząłem eksperymentować. Okazał się szybko, że migawka nie trzyma czasów, choć część zdjęć pokazała zalety fotografii czarnobiałej. Rozebraliśmy obiektyw, wyczyściliśmy, uszczelniłem kasety, zrobiłem parę zdjęć... i ten obraz na matówce..... to coś jak takie prawdziwe kino, obraz pokazuje swoje kolory, cienie, jasności...
Tak stary i posiadający wiele braków aparat potrafił jednak pokazać co to znaczy czar mieszka.
Zaszczepiłem się fotografią tradycyjną, kliszą która ma swoje humory, która z jednej strony jest przewidywalna, a z drugiej posiada magię niespodzianki....
Pomimo słabej jakości pierwszych zdjęć - bo o fotografii nie miałem żadnego pojęcia - robionych na negatywach, zdjęcia robione cyfrą, możliwość uzyskania pięknych kolorystyk, tonacji dopracowywanej w "szopie", przestały przynosić radość jak wcześniej. Oczywiście wychodziły mi ładniejsze niż na negatywach lepsze technicznie... ale nie ciekawsze...
Po miesiącu walki z "dziadkowym: aparatem stwierdziłem, że trzeba szukać innego sprzętu. Zbyt duże utrudnienia techniczne, brak powtarzalności, trudność w walce ze szczegółami spowodowały, że zacząłem szukać takiego rozwiązania aby używać mieszka ale nowszej konstrukcji, aparatu, na którym można polegać...



Zeca składa się
do zgrabnej, poręcznej skrzyneczki,
ważącej ok. 30-40 dkg
Przypomniałem sobie wtedy o moich dawnych znajomych, którzy przez wiele lat, a nawet dziesięcioleci, zajmowali się fotografią. Większość z nich przeszła już w życiu zawodowym na aparaty cyfrowe, ale miałem nadzieję, że może z analogowych skarbów coś ocalało.
Moje nadzieje spełniły się z nawiązką....
Udało się trafić na skarbiec wiedzy i sprzętu, o którym wcześniej mogłem tylko pomarzyć.



Moja nazwa; Sinar Project
prosta, niezawodna konstrukcja,
miech do 45 cm, format 6x9,
ultra jasna matówka
rollkasety na film 120
szkło: Nikkor 105 F;5,6
zestaw idealny wręcz..
waga ze szkłem: ok. 2 kg

już za chwilę c.d.











Róże w rzeczywistości...

no właśnie okazuje się, że w rzeczywistości róże mają
niewiele wspólnego z naszym o nich wyobrażeniu.....
Ale to tak jak ze zdjęciami, pachną, wręcz czasem odurzają
zapachem, są ładne jak się rozwijają... ale więdną, opadają
płatki i wtedy nie są już dla nas tak atrakcyjne....


Fuji Velvia 100
format 6x9
aparat mieszkowy
Nikkor 105 mm
skan: screen 1045

Nasze wyobrażenie o nich pozostaje jednak dalej takie, jakie było
zanim opadły płatki. Pozostaje przez chwilę zawód, pretensje
o opadające płatki, jednak mija sezon i tęsknota za różami
wraca....


Fuji Velvia 100
format 6x9
aparat mieszkowy
Nikkor 105 mm
skan: screen 1045

Tak też zdjęcia, szuka się motywu, sceny...
ona zachwyca
potem negatyw, odbitka i skan, chwila pomyślenia na efektem,
wniosek, że dałoby się zrobić lepiej....
a potem się wraca dokładnie w to samo miejsce....

No to i mnie dopadło...

a wszystko przez tą różyczkę....


zrobiłem ostatnio parę slajdów, które z jednej strony ni jak się nie nadają
do publikacji na stronach, na których galerię są dostępne dla wszystkich,
a z drugiej strony chciałbym je upublicznić.
Róża z mojej różanej alejki, jedna z niewielu niezniszczona przez psy,
fotografowana przy dość dużym wietrze, poruszone zdjęcie, do tego
zaciął się wężyk... a jednak różana tak jak powinna być róża.