Od jakiegoś czasu powstają ambrotypy w ramach mojego projektu, który nazwałem Historyczni. Czasem w ramach pracy w studio nad kolejnymi płytami biorę do ręki cyfrę i robię jedną lub 2 klatki cyfrowo, bo są chwile, które warto w ten sposób utrwalić. Nie używam jakiś specjalnych i zmyślnych obiektywów, nie pracuję potem nad tym zdjęciem godzinami - po prostu rejestruje to co pokazuje się w danej chwili.
Kilka takich chwil tutaj poniżej.
Agatkę fotografuję ostatnio dość często, gdyż na niej uczy się portretu i techniki jej siostra. Agatka jest dzielnym i wdzięcznym modelem, potrafi przez wiele godzin męczarni trwać niewzruszenie i zawsze jest zadowolona.
Agatka - ostatnio często uwieczniana na płytach szklanych, ale istnieje również w wersji cyfrowej
Agatka - w wersji identycznej z płytą szklaną
W wersji cyfrowej istnieje również inna bohaterka Atelier.historyczni, razem ze swoja ukochajdą, małą, coraz sprytniejszą rumuneczką. Razem tworzą niespotykany duet, czasem jak na nie patrze to wydaje się, że niczego im więcej nie trzeba. Rzadko spotykany obrazek taka matka z córką, które się w tak idealny sposób rozumieją.
Katarzyna B.
Rumuniątko
W wersji cyfrowej jest mam też zdjęcia innej mojej znajomej, którą znam jak się okazuje od dwóch, a mi się wydaje, że od 3 lat. Znam ją z dziwnej perspektywy konia, a dokładnie kobyły. Ale Stefcia i jej duża kobyła są nierozłączne, podobnie jak Kaśka i mała Emilka. Stefcia zawsze występowała w wersji "prosto ze stajni", ostatnio jednak pokazała swoją drugą twarz. Tą twarz mam uwiecznioną na płycie szklanej w wersji ambrotypowej.
Stefcia w wersji cyfrowej
Zarówno płyt, jak i zdjęć cyfrowych w moim projekcie powstanie jeszcze dużo. Człowiek doskonali swoją technikę, doskonali swoje patrzenie na różne sceny. Za każdym razem kiedy ustawia się światła widać coraz więcej, zaczyna się zwracać uwagę na coraz większą ilość szczegółów, których wcześniej się nie widziało. Niezależnie od zmiany techniki, od zmian sposobu pracy są zdjęcia ważne, choć czasem mało doskonałe technicznie. Warto na nie patrzeć.
fotoobrazki
blog o fotografii format 6x9 4x5 9x12 foto
Projekt.Historyczni - jak nam idzie....
Projekt się rozwija....
Jak już wcześniej opisywałem, razem z Marcinem realizujemy projekt, który nazwaliśmy "Projekt.Historyczni", a dzięki któremu staramy się odtworzyć atmosferę z końca XIX i początku XX w.
Sytuacja naszego projektu zdecydowanie się poprawiła, uruchomiliśmy skromną, ale funkcjonalną pracownie na lubelskiej starówce, co pozwala nam realizować ambrotypy na terenie całego starego miasta.
Swoje zdjęcia, które możecie oglądać w oryginale w naszej pracowni, a jako pliki cyfrowe na FaceBooku, powstają dzięki pomocy wielu ludzi, którzy na pozują, dzięki ludziom, którzy nam pomagają w zdobyciu strojów i gadżetów.
Ostatnio jedną z ciekawszych sesji, był dzień kiedy odwiedzili nas kawalerzyści z 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Powstało wtedy parę płyt, które już niedługo opublikujemy, a teraz pokazuję kilka zdjęć z cyfry, które pojawiły się przy okazji.
Udało nam się Panów namówić do odwiedzenia z nami paru lubelskich zaułków. Wszystko wyszło jak zwykle, sympatycznie i klimatycznie.
i jeszcze jeden zwiewny element.
Sytuacja naszego projektu zdecydowanie się poprawiła, uruchomiliśmy skromną, ale funkcjonalną pracownie na lubelskiej starówce, co pozwala nam realizować ambrotypy na terenie całego starego miasta.
Swoje zdjęcia, które możecie oglądać w oryginale w naszej pracowni, a jako pliki cyfrowe na FaceBooku, powstają dzięki pomocy wielu ludzi, którzy na pozują, dzięki ludziom, którzy nam pomagają w zdobyciu strojów i gadżetów.
Ostatnio jedną z ciekawszych sesji, był dzień kiedy odwiedzili nas kawalerzyści z 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Powstało wtedy parę płyt, które już niedługo opublikujemy, a teraz pokazuję kilka zdjęć z cyfry, które pojawiły się przy okazji.
Udało nam się Panów namówić do odwiedzenia z nami paru lubelskich zaułków. Wszystko wyszło jak zwykle, sympatycznie i klimatycznie.
i jeszcze jeden zwiewny element.
Kobieta z dziewczynką...
Ambrotypy robię od niedawna, jednak robimy je cyklicznie i udało nam się w cyklu Projekt.Historyczni wykonać już ponad 70 płyt w formacie 10x12 cali. Zarówno ilość jak i format trzeba tu podkreślić. Ilość ze względu na nabyte doświadczenie, a format ze względu na trudności techniczne, które się pojawiają wraz ze wzrostem formatu.
Nasz projekt rozwija się bardzo dobrze i zanosi się na długodystansowy. To cieszy i budzi nadzieję.....
Od jakiegoś czasu udało mi się dojść do etapu kiedy "mokra płyta" stała się po prostu narzędziem, w którym człowiek odnajduje plusy i pokonuje trudności. Każde narzędzie posiada też specyficzne cechy jakie nanosi na obraz i które podnoszą walory prac o jednym charakterze i utrudniają odbiór prac innego typu.
Dzięki pomocy "Przeklinaka" i jej małego rumuniątka udało się wykonać płyty, które idealnie zgrywają się z tą techniką.
Efekt naszego spotkania możecie ocenić sami.
Kobieta z dziewczynką - wstęp do cyklu
Druga płyta zrobiona zaraz po pierwszej tylko dla sprawdzenia oświetlenia....
Kobieta z dziewczynką - wstęp do cyklu
Lecz na koniec tego krótkiego spotkania powstała płyta, która jest dokładnie tym co potrafi połączyć świat na fotografii z rzeczywistością. Obydwie na zdjęciu są dokładnie takie w rzeczywistości. To błogość, spokój, zaufanie... popatrzcie...
Kobieta z dziewczynką - pierwsza płyta z cyklu
Ta płyta to jest jedno ze zdjęć, które che mieć na swojej ścianie, żeby przy porannej kawie mieć dobre spojrzenie na nadchodzący dzień.
To co tu widać to tylko pliki cyfrowe, w żaden sposób nie oddające tonacji obrazu na szkle.
Nasz projekt rozwija się bardzo dobrze i zanosi się na długodystansowy. To cieszy i budzi nadzieję.....
Od jakiegoś czasu udało mi się dojść do etapu kiedy "mokra płyta" stała się po prostu narzędziem, w którym człowiek odnajduje plusy i pokonuje trudności. Każde narzędzie posiada też specyficzne cechy jakie nanosi na obraz i które podnoszą walory prac o jednym charakterze i utrudniają odbiór prac innego typu.
Dzięki pomocy "Przeklinaka" i jej małego rumuniątka udało się wykonać płyty, które idealnie zgrywają się z tą techniką.
Efekt naszego spotkania możecie ocenić sami.
Kobieta z dziewczynką - wstęp do cyklu
Druga płyta zrobiona zaraz po pierwszej tylko dla sprawdzenia oświetlenia....
Kobieta z dziewczynką - wstęp do cyklu
Lecz na koniec tego krótkiego spotkania powstała płyta, która jest dokładnie tym co potrafi połączyć świat na fotografii z rzeczywistością. Obydwie na zdjęciu są dokładnie takie w rzeczywistości. To błogość, spokój, zaufanie... popatrzcie...
Kobieta z dziewczynką - pierwsza płyta z cyklu
Ta płyta to jest jedno ze zdjęć, które che mieć na swojej ścianie, żeby przy porannej kawie mieć dobre spojrzenie na nadchodzący dzień.
To co tu widać to tylko pliki cyfrowe, w żaden sposób nie oddające tonacji obrazu na szkle.
Portrety trzy
Dużo się działo przez to lato, trochę wyjazdów, duża kamera, obrazy na płytach szklanych. Podczas pleneru w Górecku Kościelnym pozwolono nam na bezstresowe fotografowanie w tamtejszym, przepięknym kościele. Efektem tych zdjęć były Portrety, które powstały głównie, ze względu na wyjątkowe światło panujące wewnątrz.
Wszystkie te zdjęcia wykonane są kamerą 6x6 z proxarem, na filmie HP5+, wywołane w D23, no i niestety prezentowane tu w formie skanów a nie odbitek.
Krzysztof Anin Kuzko - lubelski fotografik
Maciej Pawelec - fotograf przyrody, autor wielu przepięknych krajobrazów, obdarzony wyjątkowym "patrzeniem"
Tadeusz Żaczek - fotograf, który widzi więcej niż pokazuje... a potrafi wiele pokazać.....
Jedną z radości tych letnich wyjazdów, było poznanie i możliwość fotografowania z wieloma bardzo dobrymi fotografikami. Wspólna praca, rozmowy, możliwość poznania ich prac pozwala na zweryfikowanie i udoskonalenie swojego warsztatu.
Wszystkie te zdjęcia wykonane są kamerą 6x6 z proxarem, na filmie HP5+, wywołane w D23, no i niestety prezentowane tu w formie skanów a nie odbitek.
Krzysztof Anin Kuzko - lubelski fotografik
Maciej Pawelec - fotograf przyrody, autor wielu przepięknych krajobrazów, obdarzony wyjątkowym "patrzeniem"
Tadeusz Żaczek - fotograf, który widzi więcej niż pokazuje... a potrafi wiele pokazać.....
Jedną z radości tych letnich wyjazdów, było poznanie i możliwość fotografowania z wieloma bardzo dobrymi fotografikami. Wspólna praca, rozmowy, możliwość poznania ich prac pozwala na zweryfikowanie i udoskonalenie swojego warsztatu.
Festiwal Smaku i obrazków....
Europejski Festiwal Smaku w Lublinie umieścił nasz projekt w programie i udzielił pomocy przy realizacji zdjęć przez 4 dni w czasie jego trwania. Wszystkie zdjęcia były realizowane na lubelskiej starówce w ramach Prijekru.Historyczni..
Nasz projekt realizuje od paru miesięcy w Lublinie. Powstało w tym czasie około 60 ambrotypów, część na czarnej płycie, część na szkle. Wszystko w formacie 10x12 cali. Większość została zrobiona jako komercyjna usługa, ale zgodnie z założeniami naszego projektu. Nam zostało około 20 płyt.
Założenie projektu jest bardzo proste. Chcemy technikę z połowy XIX wieku przenieść na grunt współczesnego Lublina i wykorzystując nieliczne zaułki starówki, oraz chęć ludzi do przebierania w stroje z epoki, stworzyć serię szkieł na których utrwalony obraz będzie pokazywał nas wszystkich ale 150 lat temu. Odwiedzając stronę na FaceBooku pt. Projekt.Historyczni możecie poznać moją pracę i opisanych w niej bohaterów.
Tutaj chce troszkę powiedzieć o naszej pracy w tym projekcie. O nieprostej pracy.
Według programu mieliśmy robić mokre płyty od godz. 11 do 17. Organizatorzy zapewnili nam stroje, prąd jeśli byłaby potrzeba doświetlania światłami. Chcąc skorzystać z okazji postanowiliśmy, że od 8 do 10 rano będziemy robić własne płyty, dla nas. Jeśli już udało się zorganizować takie przedsięwzięcie to szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Codzienna praca zaczynała się więc o 8 rano. Przychodziły dziewczyny, przebierały się, szliśmy robić nasze "street-focie" w formacie 10x12 cali. Pogoda nam dopisywała świetnie.
Zdjęcie chwilowo niedostępne
Żyd fotograf uliczny - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
Przychodziła godzina 10.30 trzeba było zabrać się do pracy. Postanowiliśmy ustawić się na ul. grodzkiej, przy znanym zaułku - przejściu do Placu Rybnego, miejscu, które chyba jest najczęściej fotografowane w Lublinie. Ustawiliśmy tam kamery. Obecnie mamy moją kamerę 40x40 cm i Marcina 10x12 cali. Ustawiliśmy tam też suszarkę do płyt, stolik, szezląg, i wystawkę z kilkoma płytami.
Technika nasza wymaga dostępu do wody, ciemni .... no i oczywiście miejsca gdzie nasi modele mogliby się przebierać. Udało nam się dzień przed festiwalem wynająć lokal przy Placu Po Farze. Urządziliśmy tam prymitywną ciemnię i przebieralnię. Dzięki temu pomieszczeniu zasięg naszego fotografowania obejmuje całą starówkę.
Nasze Panny polskie i węgierskie - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
Dodatkowym elementem naszego projektu jest również nasza charakteryzacja. Ustaliliśmy, że będziemy wyglądać odpowiednio do charakteru naszych zdjęć. Wszystko ma do siebie pasować. Więc stanęło na czarnych spodniach, białych koszulach, czarnych kamizelkach, melonikach i surdutach. Surduty szybko odeszły w zapomnienie ze względu na pogodę czyli temperaturę jak i wysiłek włożony w pracę. Surdut nie nadaje się do intensywnego wysiłku fizycznego.
W czwartek była tylko generalna próba, 2 godzinki, 3 płyty - sprawdzenie wszystkiego, chemii wyposażenia.
W piątek od godziny 12 zaczęła się praca, powoli zgłaszali się ludzie chętni do zdjęć, zrobiliśmy parę płyt "usługowo", poumawialiśmy się w paroma osobami na sobotę. Od godziny 16 czasy naświetlania skoczyły nam do 5-6 sekund i już nie sposób było robić płyty z rodzinami z dziećmi. Było spokojnie, koło 17 udało nam się nawet zjeść obiad. Około 19 można było się zacząć pakować ze sprzętem. Jeden dzień przeżyty.
Nasze Panny - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
W sobotę zrobiliśmy 3 bardzo super płyty z naszej starówki i od 10 zaczęliśmy się przysposabiać do trudu usługowego. Ok. 11 rozstawiliśmy sprzęt, ustaliliśmy dyżury w ciemni i zmiany co 3 płyty. Jak zaczęliśmy serię ok. 12 to skończyliśmy jak skończyło się światło. W między czasie okazało się, że czarne płyty, na których robimy ambrotypy, lekko się zwichrowały i nie uda się na nich lać kolodionu. Trzeba było skołować większa ilość szkieł. Na szczęście naszego Pana Szklarza mamy blisko i udało się kolejnych 20 szybek zdobyć. Szkła z piątku werniksowaliśmy na ulicy, a bieżące prace wynosiliśmy na suszarkę na ul. Grodzką, gdzie stanowiły od razu "żywą ekspozycję". Kiedy wieczorem oglądaliśmy płyty z piątku i z soboty zobaczyliśmy, że czas zrobić nowy wywoływacz i wymienić srebro. Kończył się też kolodion. Lekko po 21 byliśmy poskładani i zaczęliśmy myśleć o dorobieniu chemii i poukładaniu gratów. Okazało się, że zapas kolodium jet u mnie, sole u Marcina. Ponieważ nie mieliśmy siły jeździć po Lublinie, ustaliliśmy, że spotkamy się wcześniej i dorobimy chemii przed 8. Na zakończenie tuż przed wyjściem niechcący zaciągnąłem się zbytnio eterkiem i spędziłem 40 minut na ławce przed kamienicą dochodząc do siebie. Nie powiem.... było miło.
Nasze Panny polskie - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
I tak przyszła niedziela. 7.30... już na starówce.. dzień nie zaczął się dobrze. Chemię zrobiliśmy i okazało się, że płyty nie wychodzą czyste. Rozwiązanie problemów technicznych zajęło na ponad półtorej godziny. Ten stracony czas musieliśmy odrobić troszkę szybszą pracą. Było więc szybciej, bardziej nerwowo, aż do momentu kiedy przypomnieliśmy sobie, że to ma być głównie zabawa i przyjemność, a nie tworzenie nieznośnej atmosfery. Koło 11 mieliśmy 2 fajne płyty dla nas i mogliśmy się zabrać do rzemiosła. I tu okazało się, że jak się zaczęło tak w pocie czoła do godziny 18 popylaliśmy jak małe osiołki. Kole 17.30 przestaliśmy robić zdjęcia i zaczęliśmy się przygotowywać do wernisażu. Wystawa miała się odbyć w Retro Roomie na Placu Po Farze 6 o 18. Niestety płyty były mokre, posmołowane i nie wyschły. Przenieśliśmy więc wystawę na ul. grodzką i ustawiliśmy płyty wzdłuż ulicy i każdemu opowiadaliśmy o swoim projekcie. Parę osób chciało jeszcze robić sobie zdjęcia, ale było już zbyt mało światła. Po dwóch godzinach opowiadania o technice, o projekcie, o konkretnych zdjęciach udało nam się zakończyć Festiwal Smaku. Dzięki pomocy znajomych udało nam się poskładać wszystko i wrócić do żywych.
Żyd fotograf uliczny - prezentacja płyty - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
Wykonaniu każdego zdjęcia na ulicy towarzyszyło dość duże zamieszanie. Wiele osób fotografowało nas jak zjawisko wręcz atrakcyjnością porównywalne z zabytkami naszej starówki. Wiele zdjęć do nas spływa na bieżąco, i ten wpis będzie o nie uzupełniany w miarę upływu czasu.
Nasz projekt realizuje od paru miesięcy w Lublinie. Powstało w tym czasie około 60 ambrotypów, część na czarnej płycie, część na szkle. Wszystko w formacie 10x12 cali. Większość została zrobiona jako komercyjna usługa, ale zgodnie z założeniami naszego projektu. Nam zostało około 20 płyt.
Założenie projektu jest bardzo proste. Chcemy technikę z połowy XIX wieku przenieść na grunt współczesnego Lublina i wykorzystując nieliczne zaułki starówki, oraz chęć ludzi do przebierania w stroje z epoki, stworzyć serię szkieł na których utrwalony obraz będzie pokazywał nas wszystkich ale 150 lat temu. Odwiedzając stronę na FaceBooku pt. Projekt.Historyczni możecie poznać moją pracę i opisanych w niej bohaterów.
Tutaj chce troszkę powiedzieć o naszej pracy w tym projekcie. O nieprostej pracy.
Według programu mieliśmy robić mokre płyty od godz. 11 do 17. Organizatorzy zapewnili nam stroje, prąd jeśli byłaby potrzeba doświetlania światłami. Chcąc skorzystać z okazji postanowiliśmy, że od 8 do 10 rano będziemy robić własne płyty, dla nas. Jeśli już udało się zorganizować takie przedsięwzięcie to szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Codzienna praca zaczynała się więc o 8 rano. Przychodziły dziewczyny, przebierały się, szliśmy robić nasze "street-focie" w formacie 10x12 cali. Pogoda nam dopisywała świetnie.
Zdjęcie chwilowo niedostępne
Żyd fotograf uliczny - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
Przychodziła godzina 10.30 trzeba było zabrać się do pracy. Postanowiliśmy ustawić się na ul. grodzkiej, przy znanym zaułku - przejściu do Placu Rybnego, miejscu, które chyba jest najczęściej fotografowane w Lublinie. Ustawiliśmy tam kamery. Obecnie mamy moją kamerę 40x40 cm i Marcina 10x12 cali. Ustawiliśmy tam też suszarkę do płyt, stolik, szezląg, i wystawkę z kilkoma płytami.
Technika nasza wymaga dostępu do wody, ciemni .... no i oczywiście miejsca gdzie nasi modele mogliby się przebierać. Udało nam się dzień przed festiwalem wynająć lokal przy Placu Po Farze. Urządziliśmy tam prymitywną ciemnię i przebieralnię. Dzięki temu pomieszczeniu zasięg naszego fotografowania obejmuje całą starówkę.
Nasze Panny polskie i węgierskie - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
Dodatkowym elementem naszego projektu jest również nasza charakteryzacja. Ustaliliśmy, że będziemy wyglądać odpowiednio do charakteru naszych zdjęć. Wszystko ma do siebie pasować. Więc stanęło na czarnych spodniach, białych koszulach, czarnych kamizelkach, melonikach i surdutach. Surduty szybko odeszły w zapomnienie ze względu na pogodę czyli temperaturę jak i wysiłek włożony w pracę. Surdut nie nadaje się do intensywnego wysiłku fizycznego.
W czwartek była tylko generalna próba, 2 godzinki, 3 płyty - sprawdzenie wszystkiego, chemii wyposażenia.
W piątek od godziny 12 zaczęła się praca, powoli zgłaszali się ludzie chętni do zdjęć, zrobiliśmy parę płyt "usługowo", poumawialiśmy się w paroma osobami na sobotę. Od godziny 16 czasy naświetlania skoczyły nam do 5-6 sekund i już nie sposób było robić płyty z rodzinami z dziećmi. Było spokojnie, koło 17 udało nam się nawet zjeść obiad. Około 19 można było się zacząć pakować ze sprzętem. Jeden dzień przeżyty.
Nasze Panny - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
W sobotę zrobiliśmy 3 bardzo super płyty z naszej starówki i od 10 zaczęliśmy się przysposabiać do trudu usługowego. Ok. 11 rozstawiliśmy sprzęt, ustaliliśmy dyżury w ciemni i zmiany co 3 płyty. Jak zaczęliśmy serię ok. 12 to skończyliśmy jak skończyło się światło. W między czasie okazało się, że czarne płyty, na których robimy ambrotypy, lekko się zwichrowały i nie uda się na nich lać kolodionu. Trzeba było skołować większa ilość szkieł. Na szczęście naszego Pana Szklarza mamy blisko i udało się kolejnych 20 szybek zdobyć. Szkła z piątku werniksowaliśmy na ulicy, a bieżące prace wynosiliśmy na suszarkę na ul. Grodzką, gdzie stanowiły od razu "żywą ekspozycję". Kiedy wieczorem oglądaliśmy płyty z piątku i z soboty zobaczyliśmy, że czas zrobić nowy wywoływacz i wymienić srebro. Kończył się też kolodion. Lekko po 21 byliśmy poskładani i zaczęliśmy myśleć o dorobieniu chemii i poukładaniu gratów. Okazało się, że zapas kolodium jet u mnie, sole u Marcina. Ponieważ nie mieliśmy siły jeździć po Lublinie, ustaliliśmy, że spotkamy się wcześniej i dorobimy chemii przed 8. Na zakończenie tuż przed wyjściem niechcący zaciągnąłem się zbytnio eterkiem i spędziłem 40 minut na ławce przed kamienicą dochodząc do siebie. Nie powiem.... było miło.
Nasze Panny polskie - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
I tak przyszła niedziela. 7.30... już na starówce.. dzień nie zaczął się dobrze. Chemię zrobiliśmy i okazało się, że płyty nie wychodzą czyste. Rozwiązanie problemów technicznych zajęło na ponad półtorej godziny. Ten stracony czas musieliśmy odrobić troszkę szybszą pracą. Było więc szybciej, bardziej nerwowo, aż do momentu kiedy przypomnieliśmy sobie, że to ma być głównie zabawa i przyjemność, a nie tworzenie nieznośnej atmosfery. Koło 11 mieliśmy 2 fajne płyty dla nas i mogliśmy się zabrać do rzemiosła. I tu okazało się, że jak się zaczęło tak w pocie czoła do godziny 18 popylaliśmy jak małe osiołki. Kole 17.30 przestaliśmy robić zdjęcia i zaczęliśmy się przygotowywać do wernisażu. Wystawa miała się odbyć w Retro Roomie na Placu Po Farze 6 o 18. Niestety płyty były mokre, posmołowane i nie wyschły. Przenieśliśmy więc wystawę na ul. grodzką i ustawiliśmy płyty wzdłuż ulicy i każdemu opowiadaliśmy o swoim projekcie. Parę osób chciało jeszcze robić sobie zdjęcia, ale było już zbyt mało światła. Po dwóch godzinach opowiadania o technice, o projekcie, o konkretnych zdjęciach udało nam się zakończyć Festiwal Smaku. Dzięki pomocy znajomych udało nam się poskładać wszystko i wrócić do żywych.
Żyd fotograf uliczny - prezentacja płyty - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy
Wykonaniu każdego zdjęcia na ulicy towarzyszyło dość duże zamieszanie. Wiele osób fotografowało nas jak zjawisko wręcz atrakcyjnością porównywalne z zabytkami naszej starówki. Wiele zdjęć do nas spływa na bieżąco, i ten wpis będzie o nie uzupełniany w miarę upływu czasu.
Mój kwadrat - trochę większy format niż przeciętna - budowa
40 x 40 cm płyty szklane i klisze... kolodion i techniki szlachetne.
Po dwóch kolejnych sesjach w stylu Historyczni postanowiłem kupić aparat w większym formacie. Wyjazdy i oglądanie kolejnych LF-ów nie nastrajały optymistycznie. Przeważnie oglądałem spracowane aparaty, parokrotnie naprawiane, lepiej lub gorzej łatane, posiadające luzy na prowadnicach. Bardzo rzadko spotykałem komplet aparat plus kasety.. Wniosek był taki, że w kwocie jaką dysponowałem, nie ma możliwości kupienia LF-a plus kasety razem z jakimś szkłem.
Olo mówi - zbuduj sobie sam aparat
Zawsze patrzyłem na aparaty jak na coś co wymaga "niewiadomojakiej" techniki. Ale przecież 150 lat temu stolarstwo, ślusarstwo stały na dużo niższym poziomie. Teraz, każda porządna stolarnia posiada maszyny wiele dokładniejsze niż 100 lat temu. Każdy porządny tokarz dorobi potrzebne elementy z dowolnego materiału. Obecne materiały - drewna, sklejki są technologicznie bardziej dopracowane niż 150 lat temu. Kwestia ceny....
Tadeusz Żaczek - portret na płycie collodionowej 40x40 cm
Potrzebny - stolarz, ślusarz, miech, i trzeba to złożyć do kupy...
Trzeba wymyślić konstrukcję, rozrysować projekt, policzyć elementy, poszukać odpowiedniego materiału. Kamery są robione z drewna twardego i odpornego na wilgoć. Teak jest odpowiedni... ale drogi. Znajomy stolarz opowiedział mi o sklejce szkutniczej. To materiał lekki, wytrzymały, co druga warstwa jest połączona specjalnym tworzywem odpornym na wilgoć. W całości sklejka ta nie pracuje wraz ze wzrostem wilgotności otoczenia. Materiał tani - wręcz idealny do mojej koncepcji.
Materiał już wybrany, miech kupiłem od gościa z Pl. Akuratny, metr wyciągu, 38 x 38 cm po stronie matówki. Dobrze zrobiony, podwójna tkanina, będzie niezniszczalny. Pomysł na konstrukcję kamery wzorowany jest na japońskiej kamerze formatu 10x12 cali, lekkiej, z papierowym miechem, składanej w bardzo zmyślny sposób.
Kolejny problem to mechanizm posuwu pozwalający na zmianę długości miecha. W większości kamer jest to oparte na listwach zębatych i kołach. Obrót koła powoduje wysuw miecha i zmianę odległości obiektywu od matówki - czyli ostrzenie. W starych kamerach listwy zębate są wykonane z mosiądzu i mają przeważnie 3-4 mm grubości, są lekkie. Obecnie nie ma możliwości kupienia gotowych listew o takich wymiarach. Najmniejsze dostępne mają 420 x 12 x 16 mm i są ze stali utwardzanej, ważą duuuużo za duuuużo. Jedynym rozwiązaniem było znaleźć kogoś, kto dorobi listwy pod wymiar. Kamera miała mieć 40x40 cm czyli potrzebne były listwy ok. 50 cm, oraz koła, które wraz z listwami nie przekraczałyby wysokości 18 mm. Niestety cena wykonania takiego zestawu powalała. A czas mijał. Okazało się, że zrobienie jednego i czterech kompletów, to niewielka różnica w cenie, natomiast jak podzielić koszt na 4 komplety, to już cena jednego robiła się europejska a nie barbarzyńska. W przeciągu tygodnia powstały 4 komplety listew, kół.
Minęły już 2 tygodnie i był już materiał, miech, listwy.
Wojciech - portret na płycie collodionowej 40x40 cm
Przyszła kolej na zrobienie skrzynki i osadzenie posuwu.
Stolarz, który się tego podjął, zdążył się już wycofać. Znalazłem znajomego, który dysponuje odpowiednim sprzętem. Dzięki jego pomocy przez 2 tygodnie udało się zbudować skrzynkę, ramę z posuwem, przedni i tylny standard. Niby proste, ale trzeba było opracować mocowanie obiektywów, sztywne trzymanie płytki obiektywowej. Obiektywy o takim polu krycia ważą od 1,5 do 7 kg. Waga szkła określa wielkość i konstrukcję przedniego standardu. Obiektywy mają średnicę od 120 do 180 mm. Standard do takiego formatu do ok. 480 mm. Do fotografii w technikach szlachetnych potrzebne są obiektywy o świetle 4,0 lub 4,5.
Tylny standard musi utrzymać matówkę o formacie 40 x 40 cm, oraz kasetę, w której będzie mieścić się szkło o grubości 4-5 mm. Kaseta musi zapewnić światłoszczelność materiałowi, który jest w niej zamknięty, potrzebne są odpowiednie uszczelnienia, szyber, który będzie płynnie się otwierał i zamykał, nie naruszając materiału w kasecie. Kaseta musi być lekka, i stabilna mechanicznie. Po kolejnym tygodniu i 2 projektach, powstała szczelna i działająca kaseta.
Mocowanie kasety i matówki oparłem na magnesach. Udało się kupić magnesy dopasowane do wkrętów i dzięki temu na 16 magnesikach trzyma się doskonale zarówno matówka jak i kaseta.
Kiedy skrzynka była gotowa, miech wstępnie zamocowany, ustalone formaty przedniego standardu, trzeba było zaprojektować mosiądze utrzymujące zarówno przedni, jak i tylny standard. Przemyśleć i sprawdzić jakie ruchy obiektywów się używa, a jakie można pominąć w tak dużej kamerze. Pojeździłem trochę i pooglądałem szkła o ogniskowych 400, 500, 800 mm ze światłem rzędu 4-5,6. Okazało się, że potrafią ważyć po 3 (lekkie) do 7-8 kg (ciężkie). Stanęło na tym, że nie będę zbytnio używał dłuższych szkieł niż 500 mm. Po pierwsze ani mnie nie stać, ani mi to potrzebne. Ciasny portret zrobię i 500 mm. Po przemyśleniach powstała konstrukcja przodu mogąca unieść szkła o wadze 3-4 kg, z możliwością podparcia przodu kamery na monopodzie. Tak więc rozrysowałem mosiądze i poszły do cięcia na waterJecie. Kosztowały niestety więcej niż przewidziałem...
Kiedy udało się kamerę poskładać testowo, i kiedy okazało się, że wszystkie części do siebie pasują, nadszedł czas końcowego montażu, malowania, polerowania mosiądzu. Pojechałem do firmy, która podjęła się pomalować kamerę farbą poliuretanową, dobraliśmy kolor i lakier. Dzień później przyjechał do mnie drewniany statyw, idealny do mojej nowej kamery. Wpakowałem go w samochód, zabrałem do zakładu, gdzie malowała się kamera i zaczęła się dyskusja, jak to zrobić, aby nowa kamera ze sklejki z dębu, wyglądała dokładnie tak samo jak 60-70-letni statyw pokryty politurą. Lakiernik się załamał i stwierdził, że nie ma takiej możliwości, bo to i inne drzewo i zupełnie inny wiek i zupełnie inne wykończenie.
Patrycja, jedna z płyt 10x12 cali z cyklu Historyczni
Po wizycie w mieszalni ustaliliśmy, że jeśli zrobi się bardzo ciemny orzech, albo jeszcze trochę ciemniej to będzie tak mało widoczna różnica, że nikt tego nie zauważy.... I tym sposobem, wyszła czarna kamera.
Zostało poskładanie wszystkich elementów i testy..
Kamera została poskładana i na początku sierpnia odbyły się próbne testy, a na plenerze w Janowie Podlaskim wykonane zostały pierwsze płyty w formacie 40x40 cm. Powyżej zamieściłem skany pierwszych obrazów z kamery. Obecnie do kamery dysponuje kasetami na format 40x40 cm, 38x38 cm, 10x12 cali. Najwięcej radości daje fakt, że wszystko działa i jest w pełni funkcjonalne. Kamera jest lekka i nadaje się do prostego transportu. Podczas Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie pracowała już normalnie na ulicy. Dalej, razem z Marcinem realizujemy Projekt.Historyczni.
Kamera funkcjonuje, projekt działa, w budowie następna kamera i mała przenośna 30x30 cm. Cała technologia okazuje się do opanowania. Poniżej link do filmu pokazującego moje pierwsze kroki w fotografii formatem 40x40 cm. Pierwsze kroki z dużą kamerą.
Po dwóch kolejnych sesjach w stylu Historyczni postanowiłem kupić aparat w większym formacie. Wyjazdy i oglądanie kolejnych LF-ów nie nastrajały optymistycznie. Przeważnie oglądałem spracowane aparaty, parokrotnie naprawiane, lepiej lub gorzej łatane, posiadające luzy na prowadnicach. Bardzo rzadko spotykałem komplet aparat plus kasety.. Wniosek był taki, że w kwocie jaką dysponowałem, nie ma możliwości kupienia LF-a plus kasety razem z jakimś szkłem.
Olo mówi - zbuduj sobie sam aparat
Zawsze patrzyłem na aparaty jak na coś co wymaga "niewiadomojakiej" techniki. Ale przecież 150 lat temu stolarstwo, ślusarstwo stały na dużo niższym poziomie. Teraz, każda porządna stolarnia posiada maszyny wiele dokładniejsze niż 100 lat temu. Każdy porządny tokarz dorobi potrzebne elementy z dowolnego materiału. Obecne materiały - drewna, sklejki są technologicznie bardziej dopracowane niż 150 lat temu. Kwestia ceny....
Tadeusz Żaczek - portret na płycie collodionowej 40x40 cm
Potrzebny - stolarz, ślusarz, miech, i trzeba to złożyć do kupy...
Trzeba wymyślić konstrukcję, rozrysować projekt, policzyć elementy, poszukać odpowiedniego materiału. Kamery są robione z drewna twardego i odpornego na wilgoć. Teak jest odpowiedni... ale drogi. Znajomy stolarz opowiedział mi o sklejce szkutniczej. To materiał lekki, wytrzymały, co druga warstwa jest połączona specjalnym tworzywem odpornym na wilgoć. W całości sklejka ta nie pracuje wraz ze wzrostem wilgotności otoczenia. Materiał tani - wręcz idealny do mojej koncepcji.
Materiał już wybrany, miech kupiłem od gościa z Pl. Akuratny, metr wyciągu, 38 x 38 cm po stronie matówki. Dobrze zrobiony, podwójna tkanina, będzie niezniszczalny. Pomysł na konstrukcję kamery wzorowany jest na japońskiej kamerze formatu 10x12 cali, lekkiej, z papierowym miechem, składanej w bardzo zmyślny sposób.
Kolejny problem to mechanizm posuwu pozwalający na zmianę długości miecha. W większości kamer jest to oparte na listwach zębatych i kołach. Obrót koła powoduje wysuw miecha i zmianę odległości obiektywu od matówki - czyli ostrzenie. W starych kamerach listwy zębate są wykonane z mosiądzu i mają przeważnie 3-4 mm grubości, są lekkie. Obecnie nie ma możliwości kupienia gotowych listew o takich wymiarach. Najmniejsze dostępne mają 420 x 12 x 16 mm i są ze stali utwardzanej, ważą duuuużo za duuuużo. Jedynym rozwiązaniem było znaleźć kogoś, kto dorobi listwy pod wymiar. Kamera miała mieć 40x40 cm czyli potrzebne były listwy ok. 50 cm, oraz koła, które wraz z listwami nie przekraczałyby wysokości 18 mm. Niestety cena wykonania takiego zestawu powalała. A czas mijał. Okazało się, że zrobienie jednego i czterech kompletów, to niewielka różnica w cenie, natomiast jak podzielić koszt na 4 komplety, to już cena jednego robiła się europejska a nie barbarzyńska. W przeciągu tygodnia powstały 4 komplety listew, kół.
Minęły już 2 tygodnie i był już materiał, miech, listwy.
Wojciech - portret na płycie collodionowej 40x40 cm
Przyszła kolej na zrobienie skrzynki i osadzenie posuwu.
Stolarz, który się tego podjął, zdążył się już wycofać. Znalazłem znajomego, który dysponuje odpowiednim sprzętem. Dzięki jego pomocy przez 2 tygodnie udało się zbudować skrzynkę, ramę z posuwem, przedni i tylny standard. Niby proste, ale trzeba było opracować mocowanie obiektywów, sztywne trzymanie płytki obiektywowej. Obiektywy o takim polu krycia ważą od 1,5 do 7 kg. Waga szkła określa wielkość i konstrukcję przedniego standardu. Obiektywy mają średnicę od 120 do 180 mm. Standard do takiego formatu do ok. 480 mm. Do fotografii w technikach szlachetnych potrzebne są obiektywy o świetle 4,0 lub 4,5.
Tylny standard musi utrzymać matówkę o formacie 40 x 40 cm, oraz kasetę, w której będzie mieścić się szkło o grubości 4-5 mm. Kaseta musi zapewnić światłoszczelność materiałowi, który jest w niej zamknięty, potrzebne są odpowiednie uszczelnienia, szyber, który będzie płynnie się otwierał i zamykał, nie naruszając materiału w kasecie. Kaseta musi być lekka, i stabilna mechanicznie. Po kolejnym tygodniu i 2 projektach, powstała szczelna i działająca kaseta.
Mocowanie kasety i matówki oparłem na magnesach. Udało się kupić magnesy dopasowane do wkrętów i dzięki temu na 16 magnesikach trzyma się doskonale zarówno matówka jak i kaseta.
Kiedy skrzynka była gotowa, miech wstępnie zamocowany, ustalone formaty przedniego standardu, trzeba było zaprojektować mosiądze utrzymujące zarówno przedni, jak i tylny standard. Przemyśleć i sprawdzić jakie ruchy obiektywów się używa, a jakie można pominąć w tak dużej kamerze. Pojeździłem trochę i pooglądałem szkła o ogniskowych 400, 500, 800 mm ze światłem rzędu 4-5,6. Okazało się, że potrafią ważyć po 3 (lekkie) do 7-8 kg (ciężkie). Stanęło na tym, że nie będę zbytnio używał dłuższych szkieł niż 500 mm. Po pierwsze ani mnie nie stać, ani mi to potrzebne. Ciasny portret zrobię i 500 mm. Po przemyśleniach powstała konstrukcja przodu mogąca unieść szkła o wadze 3-4 kg, z możliwością podparcia przodu kamery na monopodzie. Tak więc rozrysowałem mosiądze i poszły do cięcia na waterJecie. Kosztowały niestety więcej niż przewidziałem...
Kiedy udało się kamerę poskładać testowo, i kiedy okazało się, że wszystkie części do siebie pasują, nadszedł czas końcowego montażu, malowania, polerowania mosiądzu. Pojechałem do firmy, która podjęła się pomalować kamerę farbą poliuretanową, dobraliśmy kolor i lakier. Dzień później przyjechał do mnie drewniany statyw, idealny do mojej nowej kamery. Wpakowałem go w samochód, zabrałem do zakładu, gdzie malowała się kamera i zaczęła się dyskusja, jak to zrobić, aby nowa kamera ze sklejki z dębu, wyglądała dokładnie tak samo jak 60-70-letni statyw pokryty politurą. Lakiernik się załamał i stwierdził, że nie ma takiej możliwości, bo to i inne drzewo i zupełnie inny wiek i zupełnie inne wykończenie.
Patrycja, jedna z płyt 10x12 cali z cyklu Historyczni
Po wizycie w mieszalni ustaliliśmy, że jeśli zrobi się bardzo ciemny orzech, albo jeszcze trochę ciemniej to będzie tak mało widoczna różnica, że nikt tego nie zauważy.... I tym sposobem, wyszła czarna kamera.
Zostało poskładanie wszystkich elementów i testy..
Kamera została poskładana i na początku sierpnia odbyły się próbne testy, a na plenerze w Janowie Podlaskim wykonane zostały pierwsze płyty w formacie 40x40 cm. Powyżej zamieściłem skany pierwszych obrazów z kamery. Obecnie do kamery dysponuje kasetami na format 40x40 cm, 38x38 cm, 10x12 cali. Najwięcej radości daje fakt, że wszystko działa i jest w pełni funkcjonalne. Kamera jest lekka i nadaje się do prostego transportu. Podczas Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie pracowała już normalnie na ulicy. Dalej, razem z Marcinem realizujemy Projekt.Historyczni.
Kamera funkcjonuje, projekt działa, w budowie następna kamera i mała przenośna 30x30 cm. Cała technologia okazuje się do opanowania. Poniżej link do filmu pokazującego moje pierwsze kroki w fotografii formatem 40x40 cm. Pierwsze kroki z dużą kamerą.
Noc Kultury - wspomnienie
Noc Kultury udała nam się całkiem nieźle. Wtedy własnie zrodził się cykl prac, który zatytułowaliśmy „HISTORYCZNI”.
Jak pisałem wcześniej przedstawiają one typy ludzkie, przeniesione dzięki fotografii z czasów teraźniejszych do przełomu XIX i XX wieku. Technika mokrej płyty kolodionowej zastosowana przy wykonaniu zdjęć przenosi bohaterów w nastrój i charakter postaci z końca XIX wieku.
Do otrzymanych ambrotypów wymyśliłem historyjki które przeniosły obrazki w inny wymiar. Przygotowałem mały folder, który stanowiąc dodatek do wystawy okazał się być dodatkową formą prezentacji naszych prac. Dzięki magii miejsca, które stworzyliśmy, nastrojowi chwili, wróciliśmy do czasów gdy zdjęcie wykonane przez fotografa stanowi wartość samą w sobie i staje się cennym przedmiotem dla fotografowanego. Odwołując się do starych technik przywróciliśmy fotografię do jej korzeni i nadaliśmy jej nowy sens.
zdjęcie chwilowo niedostępne
Cały projekt będziemy kontynuować. Naszym celem jest powołanie na stałe miejsca gdzie nasza fotografia będzie łączyć się z historią. Takim połączeniem są nasze sesje na Placu po Farze, są nasze stroje, są wszyscy fotografowani, jest klimat przełomu XIX i XX w. Najbliższe fotografowanie odbędzie się 12-go lipca, potem w czasie targów staroci w niedzielę 27 lipca. Jeśli uda nam się dogadać z organizatorami Karnawału Sztukmistrzów to może będziemy pracować na placu także 26 (w sobotę). Już w najbliższych dniach ustalimy kalendarz na sierpień.
Te ambrotypy trochę zmieniły moje podejście do fotografii. Udało się znaleźć metodę przeniesienia pewnego wydarzenia na zdjęcie. Ten zachowany obraz zawiera w sobie nie tylko widok na scenę która była przed obiektywem, ale jest nośnikiem całego wydarzenia z jego nastrojem i czasem.
Projekt realizujemy we dwóch z Marcinem - a tu jego blog
Dostałem od paru osób zdjęcia zrobione w czasie Nocy Kultury. Część z nich pokazuje nasze działania „od kuchni”, część znich obrazuje nastrój tamtej nocy. Popatrzcie proszę bo chyba warto.
Jak pisałem wcześniej przedstawiają one typy ludzkie, przeniesione dzięki fotografii z czasów teraźniejszych do przełomu XIX i XX wieku. Technika mokrej płyty kolodionowej zastosowana przy wykonaniu zdjęć przenosi bohaterów w nastrój i charakter postaci z końca XIX wieku.
Do otrzymanych ambrotypów wymyśliłem historyjki które przeniosły obrazki w inny wymiar. Przygotowałem mały folder, który stanowiąc dodatek do wystawy okazał się być dodatkową formą prezentacji naszych prac. Dzięki magii miejsca, które stworzyliśmy, nastrojowi chwili, wróciliśmy do czasów gdy zdjęcie wykonane przez fotografa stanowi wartość samą w sobie i staje się cennym przedmiotem dla fotografowanego. Odwołując się do starych technik przywróciliśmy fotografię do jej korzeni i nadaliśmy jej nowy sens.
zdjęcie chwilowo niedostępne
Cały projekt będziemy kontynuować. Naszym celem jest powołanie na stałe miejsca gdzie nasza fotografia będzie łączyć się z historią. Takim połączeniem są nasze sesje na Placu po Farze, są nasze stroje, są wszyscy fotografowani, jest klimat przełomu XIX i XX w. Najbliższe fotografowanie odbędzie się 12-go lipca, potem w czasie targów staroci w niedzielę 27 lipca. Jeśli uda nam się dogadać z organizatorami Karnawału Sztukmistrzów to może będziemy pracować na placu także 26 (w sobotę). Już w najbliższych dniach ustalimy kalendarz na sierpień.
Te ambrotypy trochę zmieniły moje podejście do fotografii. Udało się znaleźć metodę przeniesienia pewnego wydarzenia na zdjęcie. Ten zachowany obraz zawiera w sobie nie tylko widok na scenę która była przed obiektywem, ale jest nośnikiem całego wydarzenia z jego nastrojem i czasem.
Projekt realizujemy we dwóch z Marcinem - a tu jego blog
Dostałem od paru osób zdjęcia zrobione w czasie Nocy Kultury. Część z nich pokazuje nasze działania „od kuchni”, część znich obrazuje nastrój tamtej nocy. Popatrzcie proszę bo chyba warto.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





































