Projekt.Historyczni - cyfrowo....

Od jakiegoś czasu powstają ambrotypy w ramach mojego projektu, który nazwałem Historyczni. Czasem w ramach pracy w studio nad kolejnymi płytami biorę do ręki cyfrę i robię jedną lub 2 klatki cyfrowo, bo są chwile, które warto w ten sposób utrwalić. Nie używam jakiś specjalnych i zmyślnych obiektywów, nie pracuję potem nad tym zdjęciem godzinami - po prostu rejestruje to co pokazuje się w danej chwili. Kilka takich chwil tutaj poniżej.
Agatkę fotografuję ostatnio dość często, gdyż na niej uczy się portretu i techniki jej siostra. Agatka jest dzielnym i wdzięcznym modelem, potrafi przez wiele godzin męczarni trwać niewzruszenie i zawsze jest zadowolona.

Agatka - ostatnio często uwieczniana na płytach szklanych, ale istnieje również w wersji cyfrowej



Agatka - w wersji identycznej z płytą szklaną


W wersji cyfrowej istnieje również inna bohaterka Atelier.historyczni, razem ze swoja ukochajdą, małą, coraz sprytniejszą rumuneczką. Razem tworzą niespotykany duet, czasem jak na nie patrze to wydaje się, że niczego im więcej nie trzeba. Rzadko spotykany obrazek taka matka z córką, które się w tak idealny sposób rozumieją.

Katarzyna B.


Rumuniątko


W wersji cyfrowej jest mam też zdjęcia innej mojej znajomej, którą znam jak się okazuje od dwóch, a mi się wydaje, że od 3 lat. Znam ją z dziwnej perspektywy konia, a dokładnie kobyły. Ale Stefcia i jej duża kobyła są nierozłączne, podobnie jak Kaśka i mała Emilka. Stefcia zawsze występowała w wersji "prosto ze stajni", ostatnio jednak pokazała swoją drugą twarz. Tą twarz mam uwiecznioną na płycie szklanej w wersji ambrotypowej.

Stefcia w wersji cyfrowej
Zarówno płyt, jak i zdjęć cyfrowych w moim projekcie powstanie jeszcze dużo. Człowiek doskonali swoją technikę, doskonali swoje patrzenie na różne sceny. Za każdym razem kiedy ustawia się światła widać coraz więcej, zaczyna się zwracać uwagę na coraz większą ilość szczegółów, których wcześniej się nie widziało. Niezależnie od zmiany techniki, od zmian sposobu pracy są zdjęcia ważne, choć czasem mało doskonałe technicznie. Warto na nie patrzeć.

Projekt.Historyczni - jak nam idzie....

Projekt się rozwija.... Jak już wcześniej opisywałem, razem z Marcinem realizujemy projekt, który nazwaliśmy "Projekt.Historyczni", a dzięki któremu staramy się odtworzyć atmosferę z końca XIX i początku XX w.
Sytuacja naszego projektu zdecydowanie się poprawiła, uruchomiliśmy skromną, ale funkcjonalną pracownie na lubelskiej starówce, co pozwala nam realizować ambrotypy na terenie całego starego miasta.


Swoje zdjęcia, które możecie oglądać w oryginale w naszej pracowni, a jako pliki cyfrowe na FaceBooku, powstają dzięki pomocy wielu ludzi, którzy na pozują, dzięki ludziom, którzy nam pomagają w zdobyciu strojów i gadżetów.


Ostatnio jedną z ciekawszych sesji, był dzień kiedy odwiedzili nas kawalerzyści z 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Powstało wtedy parę płyt, które już niedługo opublikujemy, a teraz pokazuję kilka zdjęć z cyfry, które pojawiły się przy okazji.


Udało nam się Panów namówić do odwiedzenia z nami paru lubelskich zaułków. Wszystko wyszło jak zwykle, sympatycznie i klimatycznie.



i jeszcze jeden zwiewny element.


Kobieta z dziewczynką...

Ambrotypy robię od niedawna, jednak robimy je cyklicznie i udało nam się w cyklu Projekt.Historyczni wykonać już ponad 70 płyt w formacie 10x12 cali. Zarówno ilość jak i format trzeba tu podkreślić. Ilość ze względu na nabyte doświadczenie, a format ze względu na trudności techniczne, które się pojawiają wraz ze wzrostem formatu.
Nasz projekt rozwija się bardzo dobrze i zanosi się na długodystansowy. To cieszy i budzi nadzieję.....
Od jakiegoś czasu udało mi się dojść do etapu kiedy "mokra płyta" stała się po prostu narzędziem, w którym człowiek odnajduje plusy i pokonuje trudności. Każde narzędzie posiada też specyficzne cechy jakie nanosi na obraz i które podnoszą walory prac o jednym charakterze i utrudniają odbiór prac innego typu.
Dzięki pomocy "Przeklinaka" i jej małego rumuniątka udało się wykonać płyty, które idealnie zgrywają się z tą techniką.
Efekt naszego spotkania możecie ocenić sami.


Kobieta z dziewczynką - wstęp do cyklu
Druga płyta zrobiona zaraz po pierwszej tylko dla sprawdzenia oświetlenia....


Kobieta z dziewczynką - wstęp do cyklu
Lecz na koniec tego krótkiego spotkania powstała płyta, która jest dokładnie tym co potrafi połączyć świat na fotografii z rzeczywistością. Obydwie na zdjęciu są dokładnie takie w rzeczywistości. To błogość, spokój, zaufanie... popatrzcie...


Kobieta z dziewczynką - pierwsza płyta z cyklu
Ta płyta to jest jedno ze zdjęć, które che mieć na swojej ścianie, żeby przy porannej kawie mieć dobre spojrzenie na nadchodzący dzień.
To co tu widać to tylko pliki cyfrowe, w żaden sposób nie oddające tonacji obrazu na szkle.

Portrety trzy

Dużo się działo przez to lato, trochę wyjazdów, duża kamera, obrazy na płytach szklanych. Podczas pleneru w Górecku Kościelnym pozwolono nam na bezstresowe fotografowanie w tamtejszym, przepięknym kościele. Efektem tych zdjęć były Portrety, które powstały głównie, ze względu na wyjątkowe światło panujące wewnątrz.
Wszystkie te zdjęcia wykonane są kamerą 6x6 z proxarem, na filmie HP5+, wywołane w D23, no i niestety prezentowane tu w formie skanów a nie odbitek.


Krzysztof Anin Kuzko - lubelski fotografik



Maciej Pawelec - fotograf przyrody, autor wielu przepięknych krajobrazów, obdarzony wyjątkowym "patrzeniem"



Tadeusz Żaczek - fotograf, który widzi więcej niż pokazuje... a potrafi wiele pokazać.....


Jedną z radości tych letnich wyjazdów, było poznanie i możliwość fotografowania z wieloma bardzo dobrymi fotografikami. Wspólna praca, rozmowy, możliwość poznania ich prac pozwala na zweryfikowanie i udoskonalenie swojego warsztatu.

Festiwal Smaku i obrazków....

Europejski Festiwal Smaku w Lublinie umieścił nasz projekt w programie i udzielił pomocy przy realizacji zdjęć przez 4 dni w czasie jego trwania. Wszystkie zdjęcia były realizowane na lubelskiej starówce w ramach Prijekru.Historyczni..
Nasz projekt realizuje od paru miesięcy w Lublinie. Powstało w tym czasie około 60 ambrotypów, część na czarnej płycie, część na szkle. Wszystko w formacie 10x12 cali. Większość została zrobiona jako komercyjna usługa, ale zgodnie z założeniami naszego projektu. Nam zostało około 20 płyt.
Założenie projektu jest bardzo proste. Chcemy technikę z połowy XIX wieku przenieść na grunt współczesnego Lublina i wykorzystując nieliczne zaułki starówki, oraz chęć ludzi do przebierania w stroje z epoki, stworzyć serię szkieł na których utrwalony obraz będzie pokazywał nas wszystkich ale 150 lat temu. Odwiedzając stronę na FaceBooku pt. Projekt.Historyczni możecie poznać moją pracę i opisanych w niej bohaterów.
Tutaj chce troszkę powiedzieć o naszej pracy w tym projekcie. O nieprostej pracy.
Według programu mieliśmy robić mokre płyty od godz. 11 do 17. Organizatorzy zapewnili nam stroje, prąd jeśli byłaby potrzeba doświetlania światłami. Chcąc skorzystać z okazji postanowiliśmy, że od 8 do 10 rano będziemy robić własne płyty, dla nas. Jeśli już udało się zorganizować takie przedsięwzięcie to szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Codzienna praca zaczynała się więc o 8 rano. Przychodziły dziewczyny, przebierały się, szliśmy robić nasze "street-focie" w formacie 10x12 cali. Pogoda nam dopisywała świetnie.

Zdjęcie chwilowo niedostępne
Żyd fotograf uliczny - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy

Przychodziła godzina 10.30 trzeba było zabrać się do pracy. Postanowiliśmy ustawić się na ul. grodzkiej, przy znanym zaułku - przejściu do Placu Rybnego, miejscu, które chyba jest najczęściej fotografowane w Lublinie. Ustawiliśmy tam kamery. Obecnie mamy moją kamerę 40x40 cm i Marcina 10x12 cali. Ustawiliśmy tam też suszarkę do płyt, stolik, szezląg, i wystawkę z kilkoma płytami.
Technika nasza wymaga dostępu do wody, ciemni .... no i oczywiście miejsca gdzie nasi modele mogliby się przebierać. Udało nam się dzień przed festiwalem wynająć lokal przy Placu Po Farze. Urządziliśmy tam prymitywną ciemnię i przebieralnię. Dzięki temu pomieszczeniu zasięg naszego fotografowania obejmuje całą starówkę.

Nasze Panny polskie i węgierskie - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy


Dodatkowym elementem naszego projektu jest również nasza charakteryzacja. Ustaliliśmy, że będziemy wyglądać odpowiednio do charakteru naszych zdjęć. Wszystko ma do siebie pasować. Więc stanęło na czarnych spodniach, białych koszulach, czarnych kamizelkach, melonikach i surdutach. Surduty szybko odeszły w zapomnienie ze względu na pogodę czyli temperaturę jak i wysiłek włożony w pracę. Surdut nie nadaje się do intensywnego wysiłku fizycznego.
W czwartek była tylko generalna próba, 2 godzinki, 3 płyty - sprawdzenie wszystkiego, chemii wyposażenia.
W piątek od godziny 12 zaczęła się praca, powoli zgłaszali się ludzie chętni do zdjęć, zrobiliśmy parę płyt "usługowo", poumawialiśmy się w paroma osobami na sobotę. Od godziny 16 czasy naświetlania skoczyły nam do 5-6 sekund i już nie sposób było robić płyty z rodzinami z dziećmi. Było spokojnie, koło 17 udało nam się nawet zjeść obiad. Około 19 można było się zacząć pakować ze sprzętem. Jeden dzień przeżyty.


Nasze Panny - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy

W sobotę zrobiliśmy 3 bardzo super płyty z naszej starówki i od 10 zaczęliśmy się przysposabiać do trudu usługowego. Ok. 11 rozstawiliśmy sprzęt, ustaliliśmy dyżury w ciemni i zmiany co 3 płyty. Jak zaczęliśmy serię ok. 12 to skończyliśmy jak skończyło się światło. W między czasie okazało się, że czarne płyty, na których robimy ambrotypy, lekko się zwichrowały i nie uda się na nich lać kolodionu. Trzeba było skołować większa ilość szkieł. Na szczęście naszego Pana Szklarza mamy blisko i udało się kolejnych 20 szybek zdobyć. Szkła z piątku werniksowaliśmy na ulicy, a bieżące prace wynosiliśmy na suszarkę na ul. Grodzką, gdzie stanowiły od razu "żywą ekspozycję". Kiedy wieczorem oglądaliśmy płyty z piątku i z soboty zobaczyliśmy, że czas zrobić nowy wywoływacz i wymienić srebro. Kończył się też kolodion. Lekko po 21 byliśmy poskładani i zaczęliśmy myśleć o dorobieniu chemii i poukładaniu gratów. Okazało się, że zapas kolodium jet u mnie, sole u Marcina. Ponieważ nie mieliśmy siły jeździć po Lublinie, ustaliliśmy, że spotkamy się wcześniej i dorobimy chemii przed 8. Na zakończenie tuż przed wyjściem niechcący zaciągnąłem się zbytnio eterkiem i spędziłem 40 minut na ławce przed kamienicą dochodząc do siebie. Nie powiem.... było miło.

Nasze Panny polskie - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy


I tak przyszła niedziela. 7.30... już na starówce.. dzień nie zaczął się dobrze. Chemię zrobiliśmy i okazało się, że płyty nie wychodzą czyste. Rozwiązanie problemów technicznych zajęło na ponad półtorej godziny. Ten stracony czas musieliśmy odrobić troszkę szybszą pracą. Było więc szybciej, bardziej nerwowo, aż do momentu kiedy przypomnieliśmy sobie, że to ma być głównie zabawa i przyjemność, a nie tworzenie nieznośnej atmosfery. Koło 11 mieliśmy 2 fajne płyty dla nas i mogliśmy się zabrać do rzemiosła. I tu okazało się, że jak się zaczęło tak w pocie czoła do godziny 18 popylaliśmy jak małe osiołki. Kole 17.30 przestaliśmy robić zdjęcia i zaczęliśmy się przygotowywać do wernisażu. Wystawa miała się odbyć w Retro Roomie na Placu Po Farze 6 o 18. Niestety płyty były mokre, posmołowane i nie wyschły. Przenieśliśmy więc wystawę na ul. grodzką i ustawiliśmy płyty wzdłuż ulicy i każdemu opowiadaliśmy o swoim projekcie. Parę osób chciało jeszcze robić sobie zdjęcia, ale było już zbyt mało światła. Po dwóch godzinach opowiadania o technice, o projekcie, o konkretnych zdjęciach udało nam się zakończyć Festiwal Smaku. Dzięki pomocy znajomych udało nam się poskładać wszystko i wrócić do żywych.


Żyd fotograf uliczny - prezentacja płyty - Lublin 2014 r. - plik cyfrowy

Wykonaniu każdego zdjęcia na ulicy towarzyszyło dość duże zamieszanie. Wiele osób fotografowało nas jak zjawisko wręcz atrakcyjnością porównywalne z zabytkami naszej starówki. Wiele zdjęć do nas spływa na bieżąco, i ten wpis będzie o nie uzupełniany w miarę upływu czasu.

Mój kwadrat - trochę większy format niż przeciętna - budowa

40 x 40 cm płyty szklane i klisze... kolodion i techniki szlachetne.
Po dwóch kolejnych sesjach w stylu Historyczni postanowiłem kupić aparat w większym formacie. Wyjazdy i oglądanie kolejnych LF-ów nie nastrajały optymistycznie. Przeważnie oglądałem spracowane aparaty, parokrotnie naprawiane, lepiej lub gorzej łatane, posiadające luzy na prowadnicach. Bardzo rzadko spotykałem komplet aparat plus kasety.. Wniosek był taki, że w kwocie jaką dysponowałem, nie ma możliwości kupienia LF-a plus kasety razem z jakimś szkłem.

Olo mówi - zbuduj sobie sam aparat
Zawsze patrzyłem na aparaty jak na coś co wymaga "niewiadomojakiej" techniki. Ale przecież 150 lat temu stolarstwo, ślusarstwo stały na dużo niższym poziomie. Teraz, każda porządna stolarnia posiada maszyny wiele dokładniejsze niż 100 lat temu. Każdy porządny tokarz dorobi potrzebne elementy z dowolnego materiału. Obecne materiały - drewna, sklejki są technologicznie bardziej dopracowane niż 150 lat temu. Kwestia ceny....




Tadeusz Żaczek - portret na płycie collodionowej 40x40 cm

Potrzebny - stolarz, ślusarz, miech, i trzeba to złożyć do kupy...
Trzeba wymyślić konstrukcję, rozrysować projekt, policzyć elementy, poszukać odpowiedniego materiału. Kamery są robione z drewna twardego i odpornego na wilgoć. Teak jest odpowiedni... ale drogi. Znajomy stolarz opowiedział mi o sklejce szkutniczej. To materiał lekki, wytrzymały, co druga warstwa jest połączona specjalnym tworzywem odpornym na wilgoć. W całości sklejka ta nie pracuje wraz ze wzrostem wilgotności otoczenia. Materiał tani - wręcz idealny do mojej koncepcji.
Materiał już wybrany, miech kupiłem od gościa z Pl. Akuratny, metr wyciągu, 38 x 38 cm po stronie matówki. Dobrze zrobiony, podwójna tkanina, będzie niezniszczalny. Pomysł na konstrukcję kamery wzorowany jest na japońskiej kamerze formatu 10x12 cali, lekkiej, z papierowym miechem, składanej w bardzo zmyślny sposób.
Kolejny problem to mechanizm posuwu pozwalający na zmianę długości miecha. W większości kamer jest to oparte na listwach zębatych i kołach. Obrót koła powoduje wysuw miecha i zmianę odległości obiektywu od matówki - czyli ostrzenie. W starych kamerach listwy zębate są wykonane z mosiądzu i mają przeważnie 3-4 mm grubości, są lekkie. Obecnie nie ma możliwości kupienia gotowych listew o takich wymiarach. Najmniejsze dostępne mają 420 x 12 x 16 mm i są ze stali utwardzanej, ważą duuuużo za duuuużo. Jedynym rozwiązaniem było znaleźć kogoś, kto dorobi listwy pod wymiar. Kamera miała mieć 40x40 cm czyli potrzebne były listwy ok. 50 cm, oraz koła, które wraz z listwami nie przekraczałyby wysokości 18 mm. Niestety cena wykonania takiego zestawu powalała. A czas mijał. Okazało się, że zrobienie jednego i czterech kompletów, to niewielka różnica w cenie, natomiast jak podzielić koszt na 4 komplety, to już cena jednego robiła się europejska a nie barbarzyńska. W przeciągu tygodnia powstały 4 komplety listew, kół.
Minęły już 2 tygodnie i był już materiał, miech, listwy.



Wojciech - portret na płycie collodionowej 40x40 cm

Przyszła kolej na zrobienie skrzynki i osadzenie posuwu.
Stolarz, który się tego podjął, zdążył się już wycofać. Znalazłem znajomego, który dysponuje odpowiednim sprzętem. Dzięki jego pomocy przez 2 tygodnie udało się zbudować skrzynkę, ramę z posuwem, przedni i tylny standard. Niby proste, ale trzeba było opracować mocowanie obiektywów, sztywne trzymanie płytki obiektywowej. Obiektywy o takim polu krycia ważą od 1,5 do 7 kg. Waga szkła określa wielkość i konstrukcję przedniego standardu. Obiektywy mają średnicę od 120 do 180 mm. Standard do takiego formatu do ok. 480 mm. Do fotografii w technikach szlachetnych potrzebne są obiektywy o świetle 4,0 lub 4,5.
Tylny standard musi utrzymać matówkę o formacie 40 x 40 cm, oraz kasetę, w której będzie mieścić się szkło o grubości 4-5 mm. Kaseta musi zapewnić światłoszczelność materiałowi, który jest w niej zamknięty, potrzebne są odpowiednie uszczelnienia, szyber, który będzie płynnie się otwierał i zamykał, nie naruszając materiału w kasecie. Kaseta musi być lekka, i stabilna mechanicznie. Po kolejnym tygodniu i 2 projektach, powstała szczelna i działająca kaseta.
Mocowanie kasety i matówki oparłem na magnesach. Udało się kupić magnesy dopasowane do wkrętów i dzięki temu na 16 magnesikach trzyma się doskonale zarówno matówka jak i kaseta.
Kiedy skrzynka była gotowa, miech wstępnie zamocowany, ustalone formaty przedniego standardu, trzeba było zaprojektować mosiądze utrzymujące zarówno przedni, jak i tylny standard. Przemyśleć i sprawdzić jakie ruchy obiektywów się używa, a jakie można pominąć w tak dużej kamerze. Pojeździłem trochę i pooglądałem szkła o ogniskowych 400, 500, 800 mm ze światłem rzędu 4-5,6. Okazało się, że potrafią ważyć po 3 (lekkie) do 7-8 kg (ciężkie). Stanęło na tym, że nie będę zbytnio używał dłuższych szkieł niż 500 mm. Po pierwsze ani mnie nie stać, ani mi to potrzebne. Ciasny portret zrobię i 500 mm. Po przemyśleniach powstała konstrukcja przodu mogąca unieść szkła o wadze 3-4 kg, z możliwością podparcia przodu kamery na monopodzie. Tak więc rozrysowałem mosiądze i poszły do cięcia na waterJecie. Kosztowały niestety więcej niż przewidziałem...
Kiedy udało się kamerę poskładać testowo, i kiedy okazało się, że wszystkie części do siebie pasują, nadszedł czas końcowego montażu, malowania, polerowania mosiądzu. Pojechałem do firmy, która podjęła się pomalować kamerę farbą poliuretanową, dobraliśmy kolor i lakier. Dzień później przyjechał do mnie drewniany statyw, idealny do mojej nowej kamery. Wpakowałem go w samochód, zabrałem do zakładu, gdzie malowała się kamera i zaczęła się dyskusja, jak to zrobić, aby nowa kamera ze sklejki z dębu, wyglądała dokładnie tak samo jak 60-70-letni statyw pokryty politurą. Lakiernik się załamał i stwierdził, że nie ma takiej możliwości, bo to i inne drzewo i zupełnie inny wiek i zupełnie inne wykończenie.



Patrycja, jedna z płyt 10x12 cali z cyklu Historyczni

Po wizycie w mieszalni ustaliliśmy, że jeśli zrobi się bardzo ciemny orzech, albo jeszcze trochę ciemniej to będzie tak mało widoczna różnica, że nikt tego nie zauważy.... I tym sposobem, wyszła czarna kamera.
Zostało poskładanie wszystkich elementów i testy..
Kamera została poskładana i na początku sierpnia odbyły się próbne testy, a na plenerze w Janowie Podlaskim wykonane zostały pierwsze płyty w formacie 40x40 cm. Powyżej zamieściłem skany pierwszych obrazów z kamery. Obecnie do kamery dysponuje kasetami na format 40x40 cm, 38x38 cm, 10x12 cali. Najwięcej radości daje fakt, że wszystko działa i jest w pełni funkcjonalne. Kamera jest lekka i nadaje się do prostego transportu. Podczas Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie pracowała już normalnie na ulicy. Dalej, razem z Marcinem realizujemy Projekt.Historyczni.

Kamera funkcjonuje, projekt działa, w budowie następna kamera i mała przenośna 30x30 cm. Cała technologia okazuje się do opanowania. Poniżej link do filmu pokazującego moje pierwsze kroki w fotografii formatem 40x40 cm. Pierwsze kroki z dużą kamerą.

Noc Kultury - wspomnienie

Noc Kultury udała nam się całkiem nieźle. Wtedy własnie zrodził się cykl prac, który zatytułowaliśmy „HISTORYCZNI”.
Jak pisałem wcześniej przedstawiają one typy ludzkie, przeniesione dzięki fotografii z czasów teraźniejszych do przełomu XIX i XX wieku. Technika mokrej płyty kolodionowej zastosowana przy wykonaniu zdjęć przenosi bohaterów w nastrój i charakter postaci z końca XIX wieku.


Do otrzymanych ambrotypów wymyśliłem historyjki które przeniosły obrazki w inny wymiar. Przygotowałem mały folder, który stanowiąc dodatek do wystawy okazał się być dodatkową formą prezentacji naszych prac. Dzięki magii miejsca, które stworzyliśmy, nastrojowi chwili, wróciliśmy do czasów gdy zdjęcie wykonane przez fotografa stanowi wartość samą w sobie i staje się cennym przedmiotem dla fotografowanego. Odwołując się do starych technik przywróciliśmy fotografię do jej korzeni i nadaliśmy jej nowy sens.

zdjęcie chwilowo niedostępne
Cały projekt będziemy kontynuować. Naszym celem jest powołanie na stałe miejsca gdzie nasza fotografia będzie łączyć się z historią. Takim połączeniem są nasze sesje na Placu po Farze, są nasze stroje, są wszyscy fotografowani, jest klimat przełomu XIX i XX w. Najbliższe fotografowanie odbędzie się 12-go lipca, potem w czasie targów staroci w niedzielę 27 lipca. Jeśli uda nam się dogadać z organizatorami Karnawału Sztukmistrzów to może będziemy pracować na placu także 26 (w sobotę). Już w najbliższych dniach ustalimy kalendarz na sierpień.
Te ambrotypy trochę zmieniły moje podejście do fotografii. Udało się znaleźć metodę przeniesienia pewnego wydarzenia na zdjęcie. Ten zachowany obraz zawiera w sobie nie tylko widok na scenę która była przed obiektywem, ale jest nośnikiem całego wydarzenia z jego nastrojem i czasem.
Projekt realizujemy we dwóch z Marcinem - a tu jego blog



Dostałem od paru osób zdjęcia zrobione w czasie Nocy Kultury. Część z nich pokazuje nasze działania „od kuchni”, część znich obrazuje nastrój tamtej nocy. Popatrzcie proszę bo chyba warto.












Obrazki na ścianie......


Moje zdjęcia wiszą w paru miejscach, ale dopiero teraz zawisły w domu



... na białej ścianie....




Pojawienie się zdjęć na ścianie, w ich ostatecznej wersji, oprawione lub tylko w antyramie, uzmysławia, że cały proces fotografowania powinien być podporządkowany własnie temu. Więc następnym razem, zanim się uwolni migawkę, trzeba mieć pewność, że właśnie ten kadr, w takiej a nie innej formie powinien pojawić się jako następny, obok tych, które już wiszą. Takie podejście oszczędza film, czas, pozwala się skoncentrować na tym co jest najbardziej wartościowe.
To co widać powyżej to część z cyklu zdjęć lublina robionych nocą. Oświetlenie latarni, lekka mgła, początkowe minuty świtu, pozwalają wydobyć z miasta jego ładniejsze strony. Miasto jest wtedy plastyczne. Zdjęć jest jak na razie 12, ale chciałbym aby cykl miał 20 kadrów.
Kolejne, które pojawią się na ścianie, będę fotografował i tu wrzucę.

EFKE 25 - Film BW, ale jaki....


Tym razem nieprodukowany już, czasem dostępny....



... EFKE 25 4x5....




Ponad dwa lata temu udało mi się kupić 2 paczki negatywu EFKE o czułości ISO 25. Kupiłem go ponieważ wyczytałem w necie, że jest to jeden z lepszych materiałów do krajobrazu. Zrobiłem parę kliszek, nauczyłem się wołać ten film.... i potwierdziły się opinie. Okazało się, że naświetlany na ISO 16 jest idealnym materiałem do fotografii krajobrazu, architektury. Nie wiem na czym polega genialność tej emulsji, ale oddaje ona bardzo dokładnie wszystkie szczegóły obrazu. Dobrze naświetlony przenosi na papier każde załamanie muru, każdą gałązkę, każdą zmarszczkę na korze drzewa.
Negatyw sprzedawany był pod marką EFKE, choć podobny negatyw sprzedawał ADOX, produkowany przez Fotokemika Croatia w Zagrzebiu, używałem wyłącznie w formacie 4x5. Wieści z netu głoszą, że zarówno ADOX jak i EFKE sprzedawały materiały produkowane w Chorwacji Na początku 2013 roku zaprzestano sprzedaży tego negatywu, co spowodowało pojawienie się fali płaczu wśród użytkowników dużego formatu. Jest to materiał z klasyczną emulsją, nalewaną na dobre, równej grubości, dobrze przeźroczyste podłoże. Emulsja nalewana równo, z dużą zawartością srebra. Podobno bywały wpadki i czasem zdarzały się partie z emulsją nierównomiernie rozlaną, o lekko innej czułości.
Materiał ten lubi dużo światła, dobrze naświetlony pokazuje idealnie cienie, ale zachowuje detale w światłach. Według mnie jest to jeden z najlepszych materiałów do krajobrazu jaki miałem w rękach (nie jestem niestety się w stanie pochwalić setkami typów negatywów, że miałem je w aparacie). Nowoczesne negatywy, wielowarstwowe, z kryształkami T lub innymi nowoczesnymi kształtami, charakteryzują się "czystością" obrazu, delikatnością odwzorowania szczegółów, wręcz pojawiają się elementy w cieniach, które wydaję się nie powinny się odwzorować. Chodzi mi o to, że na nowoczesnych negatywach rysunek jest bardzo delikatnie oddany. Na opisywanym tu negatywie EFKE 25, emulsja jest tradycyjna, nalewana grubą warstwą na podłoże, a rysunek oddany na tej emulsji bardziej przypomina grafikę wykonaną ołówkiem, niż piórkiem. Pomimo grubej emulsji, bardzo mocnego oddania obrazu, ciężko jest go prześwietlić. Naświetlenie z dużą tolerancją i poprawne wywołanie zapewnia pełną tonalność i brak prześwietleń. Ciężko jest na nim uzyskać większą gęstość niż 1,9D w najjaśniejszych światłach. Emulsja jest bardzo tolerancyjna, bardzo dobrze się sprawdza w zdjęciach pod światło, bardzo dobrze pokazuje mgły, idealnie nadaje się do kopiowania na powiększalnikach kondensorowych zachowujących kontrast negatywu. Udaje się wtedy oddać łagodnośc tonalną tego materiału. Dobre byłoby porównanie tego materiału z ADOXem 25.

Materiał ten mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, o ile uda się go jeszcze gdzieś znaleźć na jakiś portalach. Jedyną wada tego materiału jest konieczność zachowania idealnej czystości i delikatności obróbki. W czasie moczenia w chemii ta tradycyjna, żelatynowa emulsja rozmięka i staje się bardzo wrażliwa na wszelkie mechaniczne uszkodzenia. Po wyschnięciu sytuacja trochę się poprawia, ale i tak trzeba na te negatywy bardzo uważać.
Mi zostało ok. 30 szt kliszek w formacie 4x5 i jest to mój materiał "na specjalne okazje".
Poniżej moje parametry wołania dla tego negatywu, oczywiście wszystko rotacyjnie w procesorze jobo w koreksach serii 2500:

EFKE 25ISO 16D76 1+1 6 min 0 s.20 st C
EFKE 25ISO 25D76 1+1 6 min 45 s.20 st C
EFKE 25ISO 16Ultrafin Liquid 1+30 7 min 15 s.20 st C

Przy opisie każdego materiału na końcu umieszczam parę zeskanowanych obrazów, wykonanych na tym materiale. Żeby wrzucić przykłady z EFKE 25 muszę troszkę pogrzebać w moim archiwum i zeskanować. Pojawią się one w najbliższym czasie.

Shanghai GP3 - Film BW, ale jaki....


Zdjęcia analogowe zaczynamy od naświetlenia filmu. .... to już było przy okazji HP5 i FP4 Plus.



... Shanghai GP3 szerokość 120 i 4x5....



Z góry muszę przyznać, że to jedne z moich ulubionych materiałów. To jeden z najtańszych materiałów dostępnych na e-baju i w innych tego typu źródłach. A jednak dość ciekawy....
Filmu używałem jako szitki 4x5 oraz rolki 120-tki. Rolki kupowałem 3 razy. Paczki dwukrotnie i teraz kolejną partię. Materiał ten posiada - jak każdy - plusy i minusy. W zasadzie chyba więcej minusów...

Shanghai GP3 - materiał negatywowy o nominalnej czułości ISO 100 - produkowany gdzieś w Chinach, przez małych, żółtych ludzików, legenda głosi, że na licencji FP3. Podłoże tego filmu jest bardzo "czyste", negatyw jest idealnie transparenty i jakikolwiek ślad halogenków powoduje powstanie obrazu na negatywie i odbitce. To jest to co lubię w tym materiale, nawet mocno niedoświetlone cienie pojawiają się jako wyraźny, ostry obraz. Jest dość wrażliwy na chemie ale można go wołać zarówno w starych recepturach (D76) jak i nowoczesnych wywoływaczach. Dobrze oddaje obraz zarówno wołany rotacyjnie jak i akultacyjnie w rodinalu.
Ale materiał ten ma wiele wad. Jedna z wad dotyczy filmu w rolkach 129-tkach. Jest to zdecydowanie wina producenta i niedoskonałości technologii. Zdarzają się w handlu serie produkcyjne, którego czarny papier, zabezpieczający przed zaświetleniem, przenosi zadruk na podkład emulsji. Efekt, który znany jest z wielu przypadków opisanych w necie, pojawił się i u mnie w trzeciej partii zakupionych rolek.
Moja Przygoda z tym filmem zaczęła się od materiałów w formacie 4x5. Kupiłem na próbę paczkę, zaczynałem wtedy pracować kamerą i to był najtańszy materiał. Obraz wychodził ostry, kontrastowy i z pełną gamą szarości. Idealnie się skanował (wtedy nie miałem jeszcze powiększalnika). Kiedy przeszedłem na format 6x6, kupiłem trochę filmów 120. Efekt też był zadowalający, nawet bardzo. Niestety, po roku, kupiona kolejna partia filmów 120 okazała się wadliwa. Nie polecę wiec nikomu tego filmu do zdjęć. Po zrobieniu rolki można się bardzo rozczarować, kiedy po wywołaniu klaki są z carnym podkładem.
Ale wada ta nie dotyczy filmów w kliszkach *4x5, 5x7, 8x10. Obraz, który dostajemy jest bardzo ostry, dokładny w szczegółach. Jedyna wada jaka się pojawia, to brak jednorodności w emulsji pomiędzy partiami. Dwie kupione przeze mnie paczki miały czułość nominalną ISO 100, dwie inne 64 a jedna 50. Jedną partię trzeba było wołać 12 min, raz 11 min 20s. W przypadku kliszek nie stanowi to specjalnego problemu, wystarczy po zakupie danej partii, zrobić szara kartę na jednej kliszce i sprawdzić metodę wołania, potwierdzić czułość.
Poniżej moje parametry wołania dla tego negatywu:

GP3 ISO 100 D76 1+1 12 min 0 s.20 st C
GP3 ISO 64 D76 1+1 11 min 20 s.20 st C
GP3 ISO 50D76 1+1 10 min 45 s.20 st C

Metoda wołania jest taka sama jak w przypadku filmów HP5+ i FP4+. Myślę, że kliszki GP3 mogę z czystym sumieniem polecić każdemu fotografującemu.
Parę przykładów skanów tego filmu:










35mm - Film BW, ale jaki....

Zdjęcia analogowe zaczynamy od naświetlenia filmu. .... to już było przy okazji HP5 i FP4 Plus.

... Ilford Surveillance FP4 400....



Zdjęcia zacząłem robić na filmach trochę w odwrotnej kolejności. Najpierw używałem dużego formatu, potem średniego, a dopiero ostatnio - od paru miesięcy, używam aparatu na film 35 mm. Technika pracy aparatem na wąski film, z szerokim obiektywem i łatwo dostępnym pierścieniem ostrości, jest zupełnie odmienna niż praca dużą kamerą czy też klatka wielkości 6x6. Wyższość małoobrazkowego aparatu polega na jego szybkości, dynamiczności, łatwości użycia i możliwości fotografowania z zaskoczenia. Po prostu - wyciągasz aparat, ustawiasz ostrość, pach.... i masz naświetloną klatkę, odchodzisz. Najprościej pewnie byłoby wziąć cyfraka i siekać. Dla mnie istotne jest przeniesienie naświetlenia z kliszy na papier. Dlatego też cyfra odpada.
Często jest konieczne stosowanie takiego pstryk w dość ciemnych pomieszczeniach. Film ma 36 klatek, czasem więcej. Trzeba go naświetlać w taki sposób, aby uzyskać akceptowalny obrazek zarówno w słoneczny dzień, jak i w ciemnym pokoju. 36 klatek - to wyzwanie, które nie jest "easy". Czasem, jak jest okazja to zrobi się to za jednym "posiedzeniem", lecz czasem jest to proces, który trwa tydzień lub dwa.
Nie mam doświadczenia w operowaniu odpowiednim filmem plus wywoływacz, więc w ramach eksperymentu postanowiłem wypróbować taką parę:
- negatyw w rolkach 17 lub 35 metrów Ilford Surveillance FP4 o czułości ISO400
- wywoływacz ORWO A49 - występujący też sprzedawany przez inne fimy. Wywoływacz ten już nie produkowany jest bardzo ciekawym rozwiązaniem - ale to później.

Negatyw ten jest podobno produkowany jako materiał do kamer monitorujących, ale nigdzie nie znalazłem takiego przeznaczenia dla tego materiału. Jest dostępny w ciągłej sprzedaży w sieci dystrybucyjnej Ilforda. Ja kupiłem parę rolek przeterminowanych 6 miesięcy płacąc bardzo niską cenę. W internecie opisany jest on jako odpowiednik HP5. Pakowany jest w pudełka i konfekcjonowany w rolkach 17 i 35 metrów. Nawija się do kaset bardzo ładnie i bez żadnych niespodzianek. Po wywołaniu nie ulega żadnej deformacji, nie skręca się i nie "łudeczkuje".
Osobiście naświetlam go na czułość ISO800, a nawet ISO1600. Takie ustawieni czułości pozwala na wykonywanie zdjęć w mocno ograniczonych pod względem światła warunkach. Swobodnie daje się robić zdjęcia w pokoju, który jest oświetlony paroma żarówkami. Używałem go do fotografowania w warunkach zbliżonych do oświetlenia marketów "marketów". Film po wywołaniu posiada dość intensywną maskę w odcieniu niebieskim. Intensywność maski, jak i jej kolor nie stanowi żadnego kłopotu przy skanowaniu jak i przy kopiowaniu na papier. Film oddaje pełnie tonów szarych i szczegóły w cieniach.
Poniżej moje parametry wołania dla tego negatywu:

Surveillance ISO800 A49 1+2,5 12 min 0 s.27 st C
Surveillance ISO1600 A49 1+2,5 13 min 0 s.27 st C
Surveillance ISO800-1600 A49 1+2,5 13 min 0 s.27 st C

Trzecia linia tabeli dotyczy wołania filmu, który naświetlony jest troszkę na 800 a trochę na 1600. Wywoływacz A49 pozwala na mocne forsowanie filmu i nie daje możliwości uzyskania większego krycia niż 1.8 D. Lepiej więc trochę dłużej wołać aby uzyskać lepszą jakość klatek naświetlonych na większą czułość, niż stracić czernie na tych klatkach.
Parę przykładów skanów tego filmu: